Kategorie: Wszystkie | ksiazki | na co dzien
RSS
wtorek, 11 grudnia 2012
[']

...dla Moniki

10:12, pisanki_pisanki , na co dzien
Link Komentarze (4) »
piątek, 07 września 2012
Viva Espana :)

Manana :) Samolot mamy o 13.00. Z przesiadką w Rzymie. Moja lista życzeń:

- niech nie zgubią nam bagaży, chociaż w tamtą stronę
- niech nie będzie opóźnień
- niech podróż minie bez problemu
- niech z samochodem będzie wszystko OK
- i żebyśmy umiały poruszać się takim wielkim czymś (opel zafira)
- żebyśmy się nie kłóciły
- żebyśmy zobaczyły dużo
- żebyśmy miały tylko fajne, pozytywne wrażenia
- żeby obyło się bez nerwów
- żeby nam kasy starczyło...

Żeby te wakacje były udane!

 

16:52, pisanki_pisanki , na co dzien
Link Komentarze (5) »
piątek, 31 sierpnia 2012
ciąg dalszy

Koty odebrałam. Wpadła do domu, czyściutko i ślicznie, ale... kaloryfer w kuchni o 3 cm za wysoko i 2 cm za bardzo w prawo. Negocjacje z robotnikami. Pierwsze malowanie tego kawałka kuchni, gdzie stoi schowek. Porządek w sypialni, w tym GRUBE zapastowanie podłogi (ble!). Odstawienie samochodu do rodziców. I znów malowanie... Wczoraj odpoczywałam w metrze, wracając z Ursynowa ;)

Dziś o 8.00 panowie grzejnik w lewo przesunęli, w dół nic by nie dało. Koledzy, którzy jutro będą przywracać schowek na miejsce będą musieli sobie poradzić z przeróbką, bo gdzie ja teraz znajdę stolarza??? Jak sobie poradzą ogarnę ten chaos w weekend. Jak sobie nie poradzą, ogarnę co się da i będę szukać stolarza na "po urlopie".

Jak nie urok to... przemarsz wojska ;)

13:18, pisanki_pisanki , na co dzien
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 sierpnia 2012
szaleństwo

8.00 hiszpański, rowerem do pracy bo najszybciej, do 17.30 bo trzeba odrobić spóźnienie, potem rower do domu, autko i jazda na fitness. Po ćwiczeniach castorama, leclerc. Wizyta u sąsiadki, której już wymieniono kaloryfery, żeby wiedzieć o czym rozmawiać z panami specjalistami. I w domu jeszcze przestawienie mebli plus sprzątanie, bo przecież kocie skrytki pod kanapą czy łóżkiem to siedlisko kurzu i kocich skarbów. Na koniec smażenie naleśników, już w ramach odpoczynku ;) To wszystko do 23.30. I ja się dziwię, że jestem zmęczona...

Dziś pobudka o 6.15, przykrywanie mebli, negocjacje z panami (pełen sukces ogłoszę jak zobaczę montaż), złapanie kotów wśród tego chaosu, tour do "kociej niani"... Teraz odpoczywam w pracy ;) Bo wieczorem muszę odebrać koty, pomalować ścianę w kuchni, oddać mamie samochód...

Plan jest taki, żeby po całym zamieszaniu do końca weekendu nie było śladu. W tym odmalowana kuchnia. I wypastowane podłogi. O kciuki proszę! Żebym dała radę :)

09:59, pisanki_pisanki , na co dzien
Link Komentarze (3) »
piątek, 17 sierpnia 2012
dołom SIO!

Łatwiej powiedzieć niż wykonać, ale...

...spełniłam swoje marzenie o plaży nad Bałtykiem - byłam widziałam, nogi pomoczyłam (woda +17 nie dla mnie do kąpieli, marzłam od patrzenia na tych co się odważyli)
...spełniłam swoje marzenie o Festiwalu Fajerwerków w Szczecinie - byłam, widziałam, zachwyciłam się, pojadę za rok, niech się schowają wszystkie sylwestry i inne Wianki nad Wisłą!

Wyprawa do Andaluzji też nabiera rumieńców. Mamy bilety lotnicze, mamy bilety do Alhambry, mamy zarezerwowany WIELKI samochód. Szukamy noclegów, a właściwie dziewczyny szukają, bo to co mamy to moje "dzieło" i zostałam miłosiernie zwolniona z przeszukiwania booking.com i innych hostelbookers.com ;)

I tylko przymusowy remont (wymiana kaloryferów) mnie stresuje, bo nie wiem, czy moja kolej wypadnie przed moim wyjazdem. Jak nie, będę miała wielki kłopot, a raczej dwa. Dwa ruskie kłopoty. Bo mama panów przy robocie popilnować może, ale kociuchy w czasie tego bałaganu najlepiej byłoby z mieszkania wywieźć. Chce ktoś dwa, cudowne, kochane pluszaki na 2 tygodnie we wrześniu?

16:45, pisanki_pisanki , na co dzien
Link Komentarze (2) »
niedziela, 05 sierpnia 2012
37

bilans na minus

nastrój też

i nich nikt mi nie mówi, że nie jedna / jeden chciałby być w mojej sytuacji...

23:30, pisanki_pisanki , na co dzien
Link Komentarze (4) »
środa, 01 sierpnia 2012
czasem nie lubię mieć racji...

Mówiłam, że moje pojechanie do Poznania na wielką rodzinną fetę to kiepski pomysł. Mówiłam, że jeśli mamy jechać w piątkę + pudel z ADHD to podróż na jeden samochód to mało wygodne rozwiązanie. Twierdziłam, że pozostawanie w dużej bliskości moje i mojej mamy dłużej niż 2-3 godziny grozi wybuchem...

Od końca. Mama poprosiła o pomoc. Pomogłam. Wydarła się na mnie, że w ogóle się do tematu dotykałam...

Podróż. Dzięki autostradzie i ciężkiej nodze kierowcy w 3 godziny. Tragicznie nie było. Kto marudził najbardziej? Mama. Choć wcześniej obraziła się, gdy powiedziałam, że pojadę inaczej (bus, pociąg, własny samochód...).

Impreza. Od poczatku coś mi nie grało. Pomijam upał, stojące powietrze i brak klimy na sali. Burza tę atmosferę oczyściła. Czułam się obserwowana. I zaczęły się tańce, jak to na imprezach bywa. Jeden wujek, drugi, jeden kuzyn, drugi... Obcy. Dobra, rodzina rodziny, jedno grono w tamtej chwili, widziałam jak obtańcowywał siostrę i kuzynki. "Wolna jesteś?" plus obleśny uścisk na plecach. Zbyłam. Piosenka się skończyła poszłam integrować się rozmową z innymi. "Ty, weź nie chwal się wszystkim, że jesteś rozwiedziona" - usłyszałam po chwili od chłopaka kuzynki. To obcy najpierw zrobił wywiad po rodzinie (siedział koło mojej mamy, ale mam nadzieję, że to moje fałszywe podejrzenie...), później chyba puścił wodze fantazji. Już nie tylko czułam się obserwowana. BYŁAM obserwowana. Lepkim, obrzydliwym, rozbierającym wzrokiem oblecha. Gdy wchodziałam na parkiet materializował się obok mnie, gdy z kimś rozmawiałam stawał za moimi plecami. Na moje "nie", choćby nie wiem jak stanowcze, nie reagował... Czułam się zbrukana (to chyba najlepsze słowo), zgwałcona samym spojrzeniem. I było mi wstyd, że nie umiem sobie z gościem poradzić. Bo rodzinka uznawała całą sytuację za świetny żart chyba - "nie przesadzaj" usłyszałam. K..wa!

Cieszę się, że ten wieczór, ten weekend się skończył. Na kolejne imprezy się nie wybieram. Wątpliwa przyjemność. Z kim mam utrzymać kontakt to utrzymam bez imprez na cześć.

14:26, pisanki_pisanki , na co dzien
Link Komentarze (3) »
piątek, 27 lipca 2012
z innej bajki

Ja jestem z innej bajki. Do własnej rodziny nie pasuję. Nie umiem ich zrozumieć, one (mama i siostra) nie rozumieją mnie. Nawet się nie kłócimy, albo rzadko, bo nie bardzo jest jak i o co. Żyjemy w światach równoległych, a jak mówi geometria, proste równoległe nigdy się nie spotkają...

I nawet nie mogę podejrzewać, że mnie w szpitalu podmienili, bo do ojca jestem tak podobna, że nawet żebra mamy identycznie skrzywione. Córeczka tatusia. Ale nad Tatą wzięła górę choroba a razem z nią mama. I już nic nie jest takie jak kiedyś. Czas dorośleć?

 

10:27, pisanki_pisanki , na co dzien
Link Komentarze (3) »
czwartek, 26 lipca 2012
bo tak :)

Albo poziom otaczającego mnie absurdu osiągnął wartość kosmiczną albo moja tolerancja spadła na dno rowu Mariańskiego. Nie wiem. Ale inaczej nie umiem wytłumaczyć nadużywania przez siebie samą "argumentu" "BO TAK!"

Bo ile razy można odpowiadać na to samo pytanie (praca), czym wytłumaczyć brak chęci jechania 4-5 godzin w 5 osób + pies i bagaże i preferowanie autobusu (rodzinka), dlaczego tłumaczyć się z wkuwania hiszpańskich słówek i wielkiej radości z tego faktu (znajomi)? Bo tak! Bo mi się tłumaczyć z niczego i nikomu nie chce. Bo "leczę się" z tego i już. Bo tak ;)

# # # # # # # #

Z lepszych niusów - bilety do Malagi mam(y). Lecimy we cztery i na razie kłócimy się "tylko" o wielkość walizek. Bo muszą się zmieścić do samochodu, a na wynajęcie ciężarówki nie bardzo nas stać... Miałyśmy lecieć we 2, ta druga się wycofywała, to powiedziałam trzeciej, ona czwartej. Wszystkie niezdecydowane. A jak rzuciałam hasło "kupuję bilety", to nagle wszystkie chętne i zdecydowane. Ku własnemu i mojemu przerażeniu. No cóż, oby nam się ta wyprawa udała. Ma ktoś sprawdzony sposób na sukces wycieczki pt. "4 baby w podróży"? ;)

16:30, pisanki_pisanki , na co dzien
Link Komentarze (4) »
piątek, 29 czerwca 2012
upały idą, jak nic!

Przy pomocy furminatora wyczesałam z rusków 4 garści kłaków. Tyle samo wyciągnęłam z kanapy i fotela. Czy koty kiedyś przestają lnieć??? Tydzień temu miałam podobny wynik. Zatem albo idą upały i koty nadmiaru futra się pozbywają, albo specjalnie lnieją, żebym je częściej czesała ;) Bo one to uwielbiają! Melka potrafi nawet szczotkę mi pod nos podsunąć - zrzuca ją z kuwety (szczotka ma tam swoje miejsce) i wymownie na mnie patrzy ;)

Tak patrzy - choć tu to było spojrzenie z serii "i co się dziwisz?" (chwilę później uciekła, bo doskonale wie, że na praniu się NIE leży).

Księżniczka

A tu Księciunio na ziarnku grochu. Więcej poduszek pod dupkę nie znalazł ;)

Księciunio (na ziarnku grochu?)

I tak kocham te łobuzy :)

23:33, pisanki_pisanki , na co dzien
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18