poniedziałek, 16 stycznia 2012
strzeż się...
...swoich pragnień, bo mogą się spełnić -powiedział mi kiedyś kolega. Nie wierzyłam, ale sprawdziłam empirycznie. W listopadzie powiedziałam, że jak w połowie stycznia skończą mi się zajęte weeknedy, to będę potrzebować odpoczynku, najlepiej na L4 z czymś lekkim. No to mam zapalenie gardła i krtani. Nie mam za to głosu, mam antybiotyk i zwolnienie do końca tygodnia.
To zapalenie gardła to mała cena za ostatni weekend. Z firmy na nartach byliśmy. Pojeździłam, potańczyłam, pośpiewałam, bawiłam się świetnie! Takie mini wakacje. I do tego osiągnęłam osobisty sukces - ZJECHAŁAM Z GOLGOTY! Kto szusuje i był w Szczyrku ten wie, że straszą nią każdego początkującego. Jeszcze w zeszłym roku mówiłam, że się nigdy nie odważę :)
poniedziałek, 02 stycznia 2012
niech będzie lepszy!
Nowy Rok! Niech będzie lepszy! Niech przyniesie miłe zdarzenia, dobre wiadomości, słuszne decyzje, uśmiech, sympatycznych, intersujących ludzi i zdrowie! Tego Wam i sobie życzę :*
Nie wiem kiedy minął grudzień. Nie nadążałam - znów! - sama za sobą, jakby zajrzeć w mój kalendarz to podobno wyrobiłam średnią za minimum dwie osoby. Mój staropolski piernik, pierogi i barszczyk święciły triumfy, dumna byłam do bólu :) Już mam zamówienia na przyszły rok. Może powinnam to rozwinąć???
Sylwester, choć "babski", był fantastyczny. Potańczyłam, pośpiewałam, szampan zaszumiał w głowie :)
I tylko koty mi się z Nowym Rokiem zbuntowały. Mokra karma im przestała smakować... Kto pierwszy się złamie - ich puste brzuchy czy ja, pod tymi spojrzeniami pełnymi wyrzutu? Karma ta sama co zawsze a od wczoraj jest be! Może mają postanowienie noworoczne, że schudną? W końcu sama do nich ostatnio mówiłam "moje grubaski". Wpędziłam kocieje w kompleksy? ;) ps. to nie znaczy, że je głodzę! suchą karmę - Royala, dla wtajemniczonych - mają dostępną cały czas!
czwartek, 15 grudnia 2011
warto walczyć o swoje :)
Ali dała mi przykład. Jak coś nie pasuje, coś jest niezgodne z zamówieniem to upominać się o swoje. Zawsze miałam obiekcje, ale...
Zakupy w Realu. Odruchowo, zanim odeszłam od kasy sprawdziłam paragon. Dwa razy naliczone baryłki Wedla (15 zł) i dwa razy neutralizator do kociej kuwety (6 zł). Razem o 21 zł za dużo. Poprosiłam o zwrot. Popatrzyli na mnie jak na wariatkę, ale bez komentarza oddali. Choć w punkcie obsługi musiałam swoje odczekać. Widać liczyli, że skruszeję...
Home&You. Daję kupon na 10% zniżki. Płacę bez gadania i znów sprawdzam paragon. Zniżka nie naliczona. No to blokada kolejki, zwrot, naliczenie ze zniżką. 10 zł do przodu. Może i nie dużo...
Skle internetowy. Miód z malinami, który pokochałam u Ali. Zamówiłam na prezenty. Przyszły maliny w miodzie. Nie, to nie to samo. Do tego o połowę mniejsze. Napisałam reklamację. Mam dostać zamówione słoiczki na ich koszt, a te co dostałam sobie zostawić. Podziękowałam, czekam na przesyłkę. Jeśli faktycznie dotrze, na pewno będę do nich wracać.
Razem to ponad 50 zł. Ziarnko do ziarnka... Najbardziej wkurzyłam się na Real, bo niechby naliczali każdemu 1 zł to nawet nie próbuję liczyć ile "dorobią" w ciągu dnia... Kasjerka nie wyglądała, jakby się po prostu pomyliła, oj nie! Kryzys podobno idzie, trzeba pilnować swojego, i już!
środa, 07 grudnia 2011
z innej beczki :)
Ganiam, latam, załatwiam, Polskę zwiedzam, przez chwilę byłam i tłumaczem i przewodnikiem, jutro będę doradcą inwestycyjnym własnej familii, w sobotę mistrzem cukiernictwa ;) I na dzień dzisiejszym w tym tempie do połowy stycznia... Nie, nie narzekam. Dobrze mi z tym. Jak słabość mnie dopadnie to mam i rodzinę i cudownych przyjaciół i tego bloga, żeby się wypłakać. I najbliższe mi maleńkie podpory o wielkich, rozmruczanych serduszkach - moją ruską mafię :)))
Melusia w kinie :))) Może tak godzinami, a jak się nudzi samo patrzenie to poluje na rybki przez szybkę ;)

I Amir / Amorek zmęczony swoim "kinem" za oknem ;)

Ich się nie da nie kochać :)
poniedziałek, 28 listopada 2011
każdy dzień jest lepszy...
...aż przyjdzie chwila gdy zaczyna się tęsknić zupełnie irracjonalnie i bez sensu. I wtedy trzeba szybciutko albo uruchomić złe wspomnienia albo zająć się czymś co zajmie myśli. Ostatecznie pójść spać. Co wcale nie znaczy, że ta tęsknota nie wróci, ale... Nie, nie chcę, żeby cokolwiek wróciło. Niezależnie od tego ile rozpaczliwych smsów dostaję od byłego już męża. Prosto z... safari. Bo tak postanowił zwalczyć stres. Ech, szkoda słów na komentarz. Byle odzyskać spokój.
Póki co skutecznie zajmuję sobie czas. Bardzo skutecznie. Kiedyś mi to pewnie minie, ale póki co sprawia masę radości. Bo tak :)
czwartek, 17 listopada 2011
już
- Kochacie się państwo? - Nie... - Mieszkacie razem? - Nie... - Macie dzieci? - Nie... - Naprawdę chcecie tego rozwodu? Nie szkoda wspólnych lat? - Szkoda, ale chcemy... - Nie widzicie dla siebie szansy? - Nie... - już przez łzy. - Prosimy poczekać 10 minut na zewnątrz, Sąd przygotuje wyrok.
Trzy tygodnie na uprawomocnienie się orzeczenia. Plus tydzień na przygotowanie odpisu. I trzy miesiące na powrót do własnego nazwiska.
Moi najwięksi przyjaciele dziś to chusteczki i koc. Pół dnia przespałam. Drugie pół przeryczałam. Niezależnie od tego, że to było nadanie formy prawnej temu co już jest faktem. Rozstania. I że sama tego chciałam. Uprawomocnienia. I co więcej, o czym wiem, że to była dobra decyzja. A mimo to boli. Bo to jednak porażka. Nie po to bierze się ślub, żeby się rozwieść... Paskudne doświadczenie!
niedziela, 13 listopada 2011
złodziejka
- Chciałbym przyjechać kiedyś i zabrać resztę moich rzeczy" - usłyszałam. Poprosiłam o doprecyzowanie. - No złoto na przykład... - Jakie złoto? - nie wiedziałam o co chodzi, nie pamiętałam, żebyśmy mieli jakieś precjoza. - No to co dostałaś...yyy, dostaliśmy od mojej babci...
Poczułam się jak złodziejka. Jakbym je schowała i specjalnie mu nie oddała. Dwa pierścionki, jeden łańcuszek. Tak dostaliśMY. Pudełeczko z nimi stoi w komodzie, do której rzadko zaglądam. Dlatego NAPRAWDĘ nie pamiętałam. Poczułam się, jakbym dostała w twarz.
Gdy wróciłam do domu do tego pudełeczka dorzuciałam pierścionek zaręczynowy i obrączkę. Jeszcze by mi powiedział, że się wzbogaciłam jego kosztem... Oddam przy najbliższej okazji. Może powinnam poprosić o pokwitowanie? ;)
czwartek, 03 listopada 2011
bratnia dusza
Dopiero dziś rano przeczytałam Wasze - Avenko, Fikki - komentarze do mojego poprzedniego wpisu. I ponieważ trudno mi się ciągle pogodzić z tą "stratą" ciągle mi myśli do tego tematu wracają. Aż trafiłam na fragment:
"Bratnie dusze pojawiają się w naszym życiu, żeby odsłonić przed nami kolejną warstwę nas samych, po czym odchodzą. (...) Twój problem polega na tym, że po prostu nie masz ochoty puścić swojej bratniej duszy. A to już koniec. Jego celem było potrząsną tobą, wyrwać cię z tego małżeństwa, od którego chciałaś się uwolnić, potarmosić nieco twoje ego, pokazać ci jakie nosisz w sobie przeszkody i uzależnienia, rozerwać ci serce, żeby mogło wniknąć do niego nowe światło (...) i zmyć się. To było jego zadanie i świetnie je wykonał, ale teraz już jest po wszystkim. A ty nie chcesz przyjąc do wiadomości."
NIby smutno, ale może tak jest? Może lepiej się cieszyć z dobrych chwil z dobrym człowiekiem, że były niż smucić, że się skończyły? A cytat jest z książki "Jedz, módl się, kochaj". Nadrabiam zaległości. I tracę majątek na kolejne książki. Uwielbiam to! :)))
poniedziałek, 24 października 2011
hmm
Tesknie. Nie, nie za P. Za Przyjacielem, ktory w zeszlym roku za uszy wuciagal mnie z dolkow a teraz znika, oddala sie, cos ukrywa... Nie wiem o co chodzi. Przykro mi, tesknie za nim.
piątek, 21 października 2011
nie...
...nie mogę wyobrazić sobie życia bez Ciebie... nie skreślaj mnie... nie pozbawiaj nadzieji...
NIE! to już nie działa. Sprawia przykrość, ale nie umiem i nie chcę uwierzyć. Dwie szanse to i tak przynajmniej o jedną za dużo. Tym bardziej, że pomiedzy tymi "czułościami" przewiaja się "ale razem to spieprzyliśmy, to nie tylko moja wina...", "każdy facet ma prawo do przyjaciela - kobiety". NIE! Mówię nie. Tym bardziej, gdy ostatnio obudził mnie mój własny płacz, gdy śniło mi się, że znów ma do mnie pretensje, których nie rozumiałam, że krzyczał, że obwiniał za... Ha! żebym ja wiedziała za co!
Nie! nie dam się znów zmanipulować. Są rzeczy, których mi szkoda, są rzeczy, których sobie jeszcze nie wyobrażam bez niego. Ale to mija i w końcu minie definitywnie. Sama prawda w tym, że czas leczy rany.
Teraz mam ważniejsze rzeczy do zadbania - choćby praca. Kolejne ostrzeżenie. Wczoraj op... tym razem za to, że kolega zna słabo angielski! Absurd goni absurd. Dystans. I robić swoje.
Przede mną szybki, aktywny weekend. I fajnie, i dobrze. Im więcej zajęć tym mniej czasu na głupie myśli :)))
|
Zakładki:
Klikam
Kulinarne inspiracje
Odwiedzam, bo lubie
Zaglądam
|